Behawiorysta nie jest zaklinaczem psów! Na efekty pracy z behawiorystą psów czasem trzeba poczekać. Wszystko zależy od problemów psa oraz systematyczności Twojej pracy.
Pamiętam, jak na jednej z pierwszych konsultacji w Lublinie usłyszałam od klientki zmęczone, pełne nadziei zdanie: „Pani doktor, proszę coś z nim zrobić, niech on w końcu będzie normalny!”. Spojrzałam na jej psa, spaniela, który drżał na sam widok wyłączonego odkurzacza stojącego w kącie pokoju, i pomyślałam sobie: „Gdybym tylko miała w kieszeni magiczną różdżkę, już dawno bym jej użyła”.
Ale prawda jest taka, że jej nie mam. I żaden szanujący się specjalista jej nie posiada. Wokół tego, jak wyglądają efekty pracy z behawiorystą, narosło mnóstwo mitów. W dużej mierze są one podkręcane przez popkulturę. Na pewno znasz amerykański program o „zaklinaczu psów” i psy, które w odcinku przechodzą totalną transformację. To tak nie działa. Czas więc odłożyć na bok bajki o „zaklinaniu” i przyjrzeć się temu, jak proces zmiany zachowania u psa wygląda w prawdziwym życiu.

„Zaklinacze psów” kontra efekty pracy z behawiorystą psów
W popularnych programach telewizyjnych widzimy spektakularne metamorfozy. Agresywny pies w czterdzieści minut staje się uległym barankiem, a skrajnie lękliwy czworonóg w kolejnej scenie dziarsko maszeruje przez środek głośnego miasta.
W prawdziwym życiu to niestety tak nie działa. Te produkcje pokazują wyłącznie starannie zmontowany finał, całkowicie pomijając miesiące żmudnej, powtarzalnej pracy opiekunów. To tak, jakby pokazać wyłącznie moment wręczenia Oscara, wycinając z historii lata pisania scenariusza, nieudanych dubli i ciężkiej pracy na planie.
Prawdziwa terapia to nie widowiskowe sztuczki. Rzetelny behawiorysta psów wyjaśni Ci, że modyfikacja zachowania przypomina bardziej naukę trudnego języka obcego niż rzucanie czarodziejskich zaklęć. Jeśli zaczniesz uczyć się chińskiego, czy po jednej lekcji będziesz płynnie rozmawiać? Oczywiście, że nie. Twój pies również potrzebuje czasu, tysięcy powtórzeń, setek rozsypanych smaczków. Przede wszystkim, Twojej cierpliwości, by zamienić stare, zakorzenione nawyki na nowe strategie radzenia sobie z emocjami.
Małe kroki, wielkie zmiany. Historie z życia wzięte
Najtrudniejsze w mojej pracy bywa to, że efekty pracy z behawiorystą przychodzą powoli. Klienci po dwóch tygodniach potrafią powiedzieć zniechęceni: „Nic się nie zmienia!”. Wtedy otwieram notatki z naszej pierwszej wizyty domowej i przypominam im, z jakiego pułapu startowaliśmy. Pies, który kiedyś z wściekłością warczał na każdego wchodzącego gościa, dziś „tylko” nieufnie obserwuje go z dystansu. Dla postronnego obserwatora to mało dynamiczna scena, ale dla nas, ogromny sukces terapeutyczny.
Doskonale ilustrują to przypadki moich dawnych podopiecznych:
- Borys (spaniel z panicznym lękiem przed odkurzaczem): Jego właściciele skrycie liczyli na to, że po jednej konsultacji pies przestanie reagować strachem. Tymczasem nasza praca trwała prawie trzy miesiące. Najpierw uczyliśmy Borysa, że sam widok nieruchomego sprzętu oznacza podanie wyjątkowych smakołyków. Potem, że odkurzacz może być włączony, ale dwa pokoje dalej. Krok po kroku, dzień po dniu. Czy dziś Borys kocha odkurzanie? Nie. Ale przestał uciekać w panice i potrafi spokojnie przeczekać ten moment w bezpiecznym miejscu.
- Lusia (kundelka demolująca garderobę): Jej opiekunowie byli przekonani, że Lusia niszczy i gryzie buty ze „złośliwości”. Dokładna analiza wykazała jednak, że suczka robiła to wyłącznie wtedy, gdy zostawała sama. To nie była złośliwość, a głęboki lęk przed samotnością. Proces powrotu do równowagi wymagał czasu. Musieliśmy powoli nauczyć Lusię, że wyjście człowieka nie oznacza końca świata. Dziś zostaje w domu spokojnie, choć na wszelki wypadek wciąż czasem zanosi kapcie do swojego legowiska, by czuć zapach właścicieli.
Ile trwa terapia behawioralna psa? i dlaczego nie ma jednej odpowiedzi
To pytanie słyszę często. Jako praktyk zawsze odpowiadam ze szczerością: „To zależy”. Na to, jak szybko zobaczysz pierwsze wyraźne zmiany, wpływa kilka zmiennych:
- Od rodzaju i głębokości problemu: Nauka spokojnego, kulturalnego witania gości w przedpokoju zazwyczaj zajmie nam znacznie mniej czasu niż przepracowanie silnej fobii dźwiękowej czy wieloletniej reaktywności smyczowej.
- Od indywidualnych cech psa: Podobnie jak ludzie, niektóre czworonogi przetwarzają bodźce szybciej i łatwiej wchodzą w nowe schematy, podczas gdy inne potrzebują znacznie większej liczby powtórzeń, by poczuć się pewnie.
- Od Twojego zaangażowania: Systematyczność jest tutaj absolutnym kluczem. Zdecydowanie lepsze rezultaty przyniesie krótkie, uważne ćwiczenie przez 5 minut każdego dnia, niż zafundowanie psu godzinnej, męczącej sesji treningowej raz w tygodniu.
Warto też pamiętać, że nie każdy problem da się całkowicie „wyleczyć” do zera. Są psy o określonym typie układu nerwowego, które już zawsze będą zachowywać zdrowy dystans do obcych ludzi lub nigdy nie polubią huku sylwestrowych fajerwerków. Sukcesem i głównym efektem pracy z behawiorystą jest w takich przypadkach wyposażenie psa oraz Ciebie w techniki radzenia sobie w tych kryzysowych momentach, tak aby drastycznie obniżyć poziom frustracji po obu stronach smyczy.
W terapii psa to Ty jesteś kluczem do sukcesu
Behawiorysta jest jak tłumacz i przewodnik. Pomoże Wam znaleźć wspólny język, wyjaśni mowę ciała psa, wskaże drogę i da precyzyjną mapę. Jednak to Ty musisz po tej ścieżce przejść.
Najpiękniejsze w tej pracy jest to, że zmiana wprowadzana naturalnie, krok po kroku, jest niezwykle trwała. Te momenty, gdy klienci po miesiącach ćwiczeń nagle dzwonią i z radością mówią, że ich pies po raz pierwszy spokojnie minął rowerzystę lub odpuścił szczekanie na widok innego czworonoga. To są chwile, dla których warto wykonywać ten zawód.
I na koniec mała przestroga: błędy w trakcie terapii są całkowicie normalne. Nawet zawodowcy je popełniają! Nie szukamy przecież książkowej perfekcji, ale dobrostanu i szczęścia w Waszym wspólnym, codziennym życiu.
Jeśli jesteś gotowy/ gotowa na systematyczną pracę z psem, efekty zawsze się pojawią. Chcesz sprawdzić?